0
wiktordth 24 kwietnia 2022 16:28
Za pisanie relacji z moich podróży zabierałem się już kilka razy, jednak za każdym podejściem kończyło się to niczym, głównie ze względu na brak czasu (wiem, słaba wymówka, ale tak to sobie przynajmniej usprawiedliwiam :lol: ). Tym razem postanowiłem sobie jednak, że takie wydarzenie jak podróż dookoła świata, które w dodatku zbiega się z moimi urodzinami, trzeba w jakiś sposób uwiecznić. W ten sposób uznałem, że relacja live będzie najlepsza na przełamanie. Zwłaszcza, że w powietrzu spędzę długie godziny, co sprzyjać będzie (mam nadzieję) mojej inwencji twórczej :)

Ten “szalony” pomysł zrodził się w mojej głowie na początku roku, gdy uzyskałem dostęp do biletów “standby”. Dla niewtajemniczonych, przysługują one pracownikom wybranych linii lotniczych i umożliwiają zakup biletów na połączenia ok. 80% linii w preferencyjnych taryfach, jednak bez gwarancji wejścia na pokład. Inaczej mówiąc, przy 100% obłożeniu tzw. pełnopłatnych pasażerów, osoby mające bilet SBY ostatecznie nie są wpuszczane na pokład. Korzystając z takich biletów odbyłem już kilkadziesiąt lotów i, jak do tej pory, jeszcze nigdy mi się taka sytuacja nie przydarzyła.

W marcu miałem już zaplanowane 3 tygodnie w Kolumbii, więc moje najbliższe wolne dni wypadały na przełomie kwietnia i maja. Pytanie tylko, czy w dwa tygodnie można oblecieć świat i coś z takiej podróży wynieść poza potwornym jet lagiem? Postanowiłem to sprawdzić :D

Cała trasa wygląda tak:

BCN-EZE-IAH-HNL-MEL-DOH-CAI-CDG-BCN


IMG-20220417-WA0013.jpg



Kilkudniowe stopovery zaplanowałem w Buenos Aires, Honolulu, Melbourne i Kairze.
W powietrzu spędzę łącznie 68,5h. Mam nadzieję, że mój wciąż jeszcze “młody” organizm to jakoś wytrzyma :lol:

Maraton RTW rozpoczynam dzisiejszej w nocy w Barcelonie. Liczę na to, ze na zadnym z lotów nie zabraknie dla mnie miejsca i całość pójdzie gładko, zgodnie z planem. Jeśli się nie uda, to będę później kombinował jak wrócić do BCN do 9 maja, bo tego dnia wieczorem muszę być z powrotem w biurze. Ale nie ma co się martwić na zapas ;)

No to vamos! :arrow:Dzień 1. - 25/04/2022

Z domu wychodzę o 22:50, żeby na lotnisku El Prat pojawić się równo o 23:35. Terminal 1 o tej porze wydaje się być nieco opustoszały, gdyż lot IB2601 do Buenos Aires jest ostatnim tej nocy.

Praktycznie bez kolejki podchodzę do stanowiska check-in i po kilku chwilach obsługa oznajmiła mi, że mam już przydzielone miejsce na pokładzie. Co za niespodzianka! W zdecydowaniej większości przypadków na tym etapie zamiast numeru miejsca na karcie pokładowej widnieją jedynie trzy litery - SBY. Tym razem było to miejsce 20D. Nadaję więc plecak, żeby nie targać go po terminalu i ruszam do kontroli bezpieczeństwa, która odbywała się również bez kolejek (co na tym lotnisku jest rzeczą niezwykle rzadko spotykaną).

Image

Image

Lot operowany był Airbusem A330 linii Level pomimo, że numer lotu wskazuje na Iberię. Po wejściu na pokład okazało się, że brak jest typowych dla "tradycyjnych" linii koców i poduszek, a serwis pokładowych jest dodatkowo płatny, jeżeli nie wykupiło się odpowiedniej taryfy. W moim przypadku okazało się jednak, że, ku mojej wielkiej uciesze, załoga pokładowa ma wpisane moje nazwisko na liście pasażerów, którtm przysługiwał katering. Podczas lotu podano kolację tuż po starcie i śniadanie na godzinę przed lądowaniem.

Image

Image

Oba posiłki były niezwykle smaczne, wręcz najlepsze jakie jadłem na pokładzie spośrod moich 190 dotychczasowych lotów. Z minusów zdecydowanie niedziałające WiFi, jednak pozwolilo mi to na niczym niezmącony sen przez te prawie 14 godzin lotu.

Na lotnisku EZE lądujemy równo o 10:00, ok. 15 minut przed planowanym czasem. Po wyściu z samolotu ekspesowa kontrola paszportowa (niestety nie dają pieczątek :() i po kilkunaaru minutach jestem już w hali ogólnodostępnej lotniska. Pierwsze co robie, to szukam bankomatu i skepu w którym mógłbym kupić lokalną kartę SIM. To drugie znajduję szybciej, i po 30 min czekania, aktywowania i opłaceniu 800 pesos kartą za 3GB pakiet danych kieruję się do bakomatu.

Image

Ten poinformował mnie, że bierze ponad 700 pesos prowizji, więc postanowiłem udać się do oddziału Baco Nacional de Argentina, co jak się później okazało nie było najlepszą decyzją. Po kolejnych 30 minutach stania w kolejce wymieniam euro po kursie 120 pesos i udaaję się do wyjścia, jednocześnie próbując zamówić taksówkę do centrum w aplikacji Cabify. Po 5 minutach prób udało się, 1750 pesos (płatne kartą w aplikacji) za kurs do Hotelu Internacional w centrum BA. Jest 12:20, a ja po 30 minutach jazdy melduję się w recepcji.

Po szybkim ogarnięciu się ruszam na miasto bez konkretnego celu. Na początek zatrzymuję się w pierwszej lepsze knajpce żeby coś przekąsić - trafiło na choripan, czy rodzaj burgera z kiełbasą. 700 pesos za zestaw z piciem i frytkami i jestem najedzony do rana.

Image

W promieniach dość mocnego słońca idę dalej na północ najszerszą ulicą swiata, czyli Avinguda 9 de Julio, by po kilku minutach skręcić na wschód w stronę Plaza de Mayo. W tym momencie zacząłem się czuć jak w Barcelonie, oglądając zdobione w sytlu europejskim kamienice ukryte pośród śródziemnomorskich drzew.

Image

I tak, rozmyślając czy na pewno jestem w Ameryce Południowej, dochodzę do otoczonego palmami placu, na ktorego końcu mieści się Casa Rosada ("różowy dom"), będący siedzibą prezydenta kraju.

Image

Kilka fotek z palmami i flagą i ruszam dalej, w kierunku wielkiego szpiczastego monumentu widocznego z daleka. Tym razem po drodze czuję się jak Paryżu, albo w Budapeszcie.

Image

Image

Wielkie szpiczaste coś okazało się być obeliskiem na Plaza de la Republica, będącym centralnym punktem miasta. Sam obelisk postawiono w miejscu, którym po raz pierwszy w 1812 roku zawisła flaga Argentyny.

Image

Chwila odpoczynku w cieniu i obieram Teatro Colon za kolejny cel. Mieszczący się dwie przecznice od Obelisco budynek jest teatrem z największą widownią na świecie. Nie wchodzę jednak do środka, gdyż zbliża się 17, a ja chcę zobaczyć jeszcze parlament za dnia.

Image

Image

Po drodzę trafiam na Palacio Barolo, co utwierdza mnie w przekonaniu, że chyba jednak zostałem w Barcelonie.

Image

Zbudowany trochę na wzór kapitolu gmach Congreso Nacional jest dosyć okazały i całkiem fotogeniczny.

Image

Image

Zaczyna się sciemniać, kieruję się więc z powrotem w stronę Microcentro, i pomimo że moje nogi w pewnym momencie zrobiły się dwa razy cięższe, postanawiam przespacerować się na koniec Calle Florida. Tym razem zawitałem do Mediolanu.

Image

Image

W hotelu jestem na chwilę przed 20 i momentalnie zasypiam w momencie, gdy zaczynałem zabierać się za pisanie tej relacji.No właśnie za późno zdałem sobie z tego sprawę, pomimo przeczytania kilku przewodników... :( Na pocieszenie zostaje mi fakt, że wymieniłem w ten sposób tylko kilkadziesiąt euroDzień 2. - 26/04/2022

Po dość późnej pobudce i szybkim ogarnięciu się ruszyłem w miasto większego planu. Na początku udałem się na śniadanie i kawusię do jednej z wielu klubokawiarni w okolicy mojego hotelu. Tam na spokojnie przemyślałem sobie plan dnia, który wyglądał tak: spacer przez San Telmo do La Boca, a wieczorem argentyńska kolacja ze znajomymi z czasów mojego Erasmusa w Barcelonie. Ten ostatni punkt pojawił się w programie dość niespodziewanie, gdyż znajoma argentynka, widząc moją relację na Instagramie, zaproponowała spotkanie w celu powspominania dawnych czasów.

Dochodzi południe, a ja dopiero wyruszam spokojnym (jak na mnie) krokiem przez chłodne i pochmurne tego "poranka" ulice Microcentro. Mijam coraz to starsze kamienice, których "europejskość" znów robi na mnie spore wrażenie.

Image

Image

Image

Po ponadgodzinnym marszu przez różne dzielnice, docieram w końcu do centrum "La Boca". To najbardziej turystyczna okolica w całej aglomeracji, i komercja zrobiona pod turystów rzuca się od razu w oczy. Nie można jednak odebrać temu niezwykle kolorowemu miejscu osobliwego uroku.

Image

Image

Image

Image

Image

Po szybkim obchodzie stoisk z pamiątkami, ruszam dalej w mniej turystyczne rejony La Boca. Trafiam w okolice stadionu legendadnego klubu Boca Juniors, w którym na początku swojej wielkiej kariery grywał "boski Diego". Niezwykłe wrażenie robią domu w okolicy stadionu, pomalowane w klubowe żółto-niebieski barwy.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Okrążyłem stadion z każdej strony, następnie skierowałem się na zachód, idąc przez dzielnicę robotniczą, aby dojść do głównej drogi prowadzącej do centrum. Gdzieś natknąłem się na opinie, żeby nieturystyczne ulice La Boca starać się omijać nawet za dnia ze względów bezpieczeństwa. Ja w żaden sposób takiego stanu jednak nie odczułem, widząc sporą ilość ludzi na ulicach, co dawało mi (słusznie lub nie) jakieś poczucie bezpieczeństwa.

W drodze powrotnej do centrum zatrzymałem się na pyszną argentyńską APĘ, a później wstąpiłem jeszcze na lunch w postaci tradycyjnych empadanas.

Po krótkiej regeneracji w hotelu, nadszedł czas na świętowanie polsko-argentyńskiej przyjaźni przy wyjątkowo pysznym steku wołowym i mocno wytrawnym czerwonym winie, czyli tym, z czego argentyna słynie najbardziej.

ImageDzień 3. - 27/04/2022

Nie dość, że zarwałem prawie pół nocy, to musiałem jeszcze zrobić sobie test antygenowy przed zaplanowanym na wieczór wylotem do USA. Poranek nie należał więc do najłatwiejszych. No ale nic, udaje mi się załatwić wszystko i wymeldować do 11. Zostawiam plecak w recepcji i po pobudzającej kawusi i śniadaniu ruszam pieszo w stronę Cementerio de la Recoleta. Znów ponad godzina marszu, jednak pozwala mi się to zachwycać dłużej niesamowitym klimatem i atmosferą "dobrego powietrza". Po drodze mijam równierz prostest jakichś zagorzałych komunistów z Che Guevarą na sztandarach.

Image

Na miejscu czeka mnie nie mała niespodzianka - od kwietnia 2022 wprowadzona została opłata za wejście, i to nie mała - 1400 ARS (płatne TYLKO kartą). Chwilę się zastanawiam, no ale nie po to szedłem taki kawał, żeby odejść z kwitkiem. I było warto wydać te pieniądze, bowiem miejsce to wywarło na mnie jednocześnie ciarki na widok tych wszystkich trumien, jak i zachwyt architekturą grobowców. Pochowani są tu argentyńczycy zasłużeni dla miasta i kraju, ale nie tylko, bowiem jest też kilka grobów polaków, w tym jeden bardzo charakterystyczny.

Image

Image

Image

Image

W godzinę niestety nie udało mi się obejśc całego cmentarza, ale robiło się późno i chciałem jeszcze zobaczyć Puerto Madero.
1,5h spaceru głównie wsŕód szklanych wieżowców w przy bezchmurnym niebie - uwielbiam takie widoki.

Image

Image

Samo Puerto Madero najwyraźniej przeszło niedawno totalną przemianę z przemysłowej dzielnicy w okolicę pełną restauracji i barów, będącym miejscem spotkań i spacerów lokalsów - coś jak Bulwary Wiślane w Warszawie. Szybko wypijam piwko z widokiem na żaglowiec i wieżowce, po czym szybkim krokiem wracam do hotelu po plecak, po drodze łapiąc na szybko kilka empanadas, bo zbliża się już 17.

Tym razem dojazd na lotnisko taksówką z Cabify ze względu na godziny szczytu zajmuje mi aż godzinę i kosztuje 2200 ARS. Na stanowisku check-in lotu UA do Houston pojawiam się o 18:20, czyli równo 3h przed odlotem. Pokazuję szczepienie i test TestiFly - wszystko bezproblemowo. Jestem już odprawiony, muszę jednak czekać do 20:20 na przydzielenie mi miejsca i wydanie karty pokładowej - bez przydzielonej "miejscówki" nie mogę przejść odprawy granicznej. Kartę dostaję o 20:30 i biegiem ruszam do security i "migraciones". Korzystając ze stanowisk dla załóg i pracowników udaje mi się zdążyć na last call. Przed wejściem na poklad jeszcze manualna kontrola bagażu podręcznego, i o 21:05 jestem na pokładzie Dreamlinera 787-9. Dostaję miejsce w środku, ale ostatecznie przy oknie nikt nie siedzi, będzie więc trochę wygodniej spać.



Image

Image

Image

Image

ImageDzień 4. - 28/04/2022

Noc spędzam w samolocie, by o 5:20 nad ranem czasu lokalnego, po 10h lotu, wyladować w Houston. Standardowo jak to w USA mega kolejka do immigration, mam jednak na przesiadkę 4h więc nigdzie mi się nie spieszy.

Image

Image

Przy stanowisku check-in pani informuje mnie, że z miejscem na lot do Honolulu nie powinno być problemu. Przechodzę przez security i przy bramce melduję się równo 2h przed odlotem. Miejscowkę na lot Boeingiem 777-200 dostaję pod koniec boardingu. Obsługa pyta się, czy wolę środek, czy przejście - odpowiedź jest oczywista.

Image

Dodaj Komentarz

Komentarze (5)

tropikey 24 kwietnia 2022 17:08 Odpowiedz
Ludzie! Co tu się wyprawia na tym forum? Normalnie erupcja twórczości dalekodystansowej :DPowodzenia w podróży i w pisaniu!
malawita 24 kwietnia 2022 17:08 Odpowiedz
wiktordth napisał:Tym razem postanowiłem sobie jednak, że takie wydarzenie jak podróż dookoła świata, które w dodatku zbiega się z moimi urodzinami, trzeba w jakiś sposób uwiecznić. W ten sposób uznałem, że relacja live będzie najlepsza na przełamanie. Zwłaszcza, że w powietrzu spędzę długie godziny, co sprzyjać będzie (mam nadzieję) mojej inwencji twórczej :) Ten “szalony” pomysł zrodził się w mojej głowie na początku roku, gdy uzyskałem dostęp do biletów “standby”. Dla niewtajemniczonych, przysługują one pracownikom wybranych linii lotniczych i umożliwiają zakup biletów na połączenia ok. 80% linii w preferencyjnych taryfach, jednak bez gwarancji wejścia na pokład. Inaczej mówiąc, przy 100% obłożeniu tzw. pełnopłatnych pasażerów, osoby mające bilet SBY ostatecznie nie są wpuszczane na pokład. Korzystając z takich biletów odbyłem już kilkadziesiąt lotów i, jak do tej pory, jeszcze nigdy mi się taka sytuacja nie przydarzyła.To jest dopiero muzyka! :D No ja raz się raz nabrałam na tego typu bilet i utknęłam. Życzę powodzenia i czekam na dalsze odcinki.
pabien 27 kwietnia 2022 12:08 Odpowiedz
Sori za wtrącanie się do relacji, ale Argentyna to nie jest kraj, gdzie pieniądze wymienia się w ramach oficjalnego systemu. Kurs blue jest prawie 2 razy lepszy. To jednak forum f4f.
wiktordth 27 kwietnia 2022 12:08 Odpowiedz
No właśnie za późno zdałem sobie z tego sprawę, pomimo przeczytania kilku przewodników... :( Na pocieszenie zostaje mi fakt, że wymieniłem w ten sposób tylko kilkadziesiąt euro
naimad 29 kwietnia 2022 23:08 Odpowiedz
Coooo za klimat, Argentyna jest niesamowita :geek: i to miasto Buenos Aires :roll: zazdroszczę pobytu!